Daktylowiec kanaryjski – pielęgnacja, uprawa w domu

Daktylowce to palmy o charakterystycznych, łukowato wygiętych, pierzastych liściach, wyrastających ze szczytów kłodzin. Uchodzą za jedne z najpiękniejszych palm o wyjątkowo tropikalnym wyglądzie. Ze względu na brak mrozoodporności w naszym klimacie mogą być uprawiane tylko w palmiarniach, szklarniach, ogrodach zimowych i mieszkaniach. Najczęściej w uprawie doniczkowej spotykane są: daktylowiec kanaryjski oraz daktylowiec niski.

Daktylowiec niski (Phoenix roebelenii) wydaje się być najbardziej predysponowany do uprawy domowej ze względu na stosunkowo niewielkie rozmiary. Jego liście mają około 1 m długości, a w ciągu 5 lat uprawy osiąga nie więcej jak 1,5 m wysokości. Ostatecznie może dorastać do 3 m. Poza tym już przy swoich niewielkich rozmiarach wygląda atrakcyjnie – roślina wysokości 1 m ma już bardzo ładną, typową dla palm kłodzinę, ze szczytu której wyrastają łukowate, pierzaste liście, złożone z błyszczących, ciemnozielonych listków. Przypomina więc ogromną palmę, tyle że jest miniaturowa. W sam raz do uprawy w mieszkaniu? Niestety… spośród wszystkich daktylowców jest najbardziej kapryśna i wcale nie taka łatwa w uprawie.

Dlatego zdecydowałem się na uprawę w domu daktylowca kanaryjskiego (Phoenix canariensis). Ponoć o wiele łatwiej go utrzymać, choć niestety osiąga spore rozmiary, jego liście są bardzo rozłożyste. I z tym problemem chyba niebawem przyjdzie mi się zmierzyć…

Daktylowiec kanaryjski ma też pewną wadę, przynajmniej z mojego punktu widzenia i pod tym względem nieco przegrywa z daktylowcem niskim. Otóż już spore egzemplarze, o bardzo rozłożystych liściach, co by nie powiedzieć zbyt duże do większości mieszkań, nie mają jeszcze wyraźnie wytworzonej kłodziny. Jest bardzo krótka i pozostaje nam podziwiać jedynie, skądinąd piękne i niezwykłe, liście tej rośliny. Latem zeszłego roku widziałem w jednym z marketów budowlanych ogromne, jak na warunki mieszkaniowe, daktylowce kanaryjskie (kosztowały ponad 300 zł za sztukę) i nadal były to jedynie ogromne liście wyrastające z czegoś, co dopiero zaczynało przypominać kłodzinę. Jeżeli ktoś zatem marzy o palmie z wyraźną, wysoką kłodziną, zakończoną pióropuszem liści, wyrastających u jej szczytu, pozostaje jednak zmierzyć się z uprawą daktylowca niskiego :-)

Pragnąc przede wszystkim rośliny zdrowej, w dobrej kondycji, wybrałem daktylowca kanaryjskiego i dziś tej decyzji nie żałuję. Egzemplarz, który wiosną kupiłem w Oaza-Palmy.pl całe lato spędził na tarasie, nadając wieczornym kolacyjkom przy świecach i spotkaniom z przyjaciółmi fajnego egzotycznego, wakacyjnego charakteru. Dla mnie miało to o tyle duże znaczenie, że na wakacje w tropikach nie mogliśmy sobie pozwolić z racji na towarzystwo małego dzidziusia, który zdawał się nie być jeszcze gotowym na dalekie podróże, a przynajmniej my nie mieliśmy odwagi fundować mu takich przygód.

Na zdjęciu poniżej mój daktylowiec na tarasie, w kilka dni po tym jak do mnie dotarł. Zaraz po tym jak go otrzymałem, przesadziłem go do większej donicy, wypełnionej standardową ziemią dla palm. Na wierzch dałem warstwę białych kamyków, co w kontraście z intensywnie zielonymi liśćmi palmy wyglądało bardzo atrakcyjnie.

Lato na tarasie bardzo mojej palmie służyło, mimo iż kilkakrotnie była smagana silnymi wiatrami i nawet zaliczyła dwie wywrotki. Mam taras od strony zachodniej i jak praktyka pokazała, tyle słońca wystarczyło dla mojej uprawy daktylowca kanaryjskeigo w domu. Ponieważ jesień była ciepła, do mieszkania palma powędrowała dopiero pod koniec października.

Trochę się obawiałem jak przetrwa zimę. Słyszałem, że suche powietrze w ogrzewanych mieszkaniach nie służy uprawie w domu daktylowca kanaryjskiego. Czyhają podłe szkodniki – przędziorki i czerwce. Dlatego dla mojego daktylowca wybrałem miejsce tuż przy drzwiach wyjściowych na taras, dosyć jasne i w oddali od kaloryfera. W tym rogu pokoju podczas zimowych mrozów było czuć nieco chłodu przechodzącego przez stosunkowo dużą szybę drzwi tarasowych, więc palmie na szczęście nie było za gorąco. Największym zagrożeniem okazał się być mały-wielki „szkodnik” palm, wspomniany wcześniej dzidziuś, który nie tylko regularnie pozbawiał palmę ozdobnej warstwy kamyków wysypanych na wierzch ziemi w doniczce, ale też w końcu dokończył swe dzieło wywracając całą roślinę i tłukąc donicę. Czego nie zrobiły letnie wichury, tego dokonał malec. Na szczęście sam „szkodnik” palmiany uszedł z tego bez szwanku, a to najważniejsze :-)

Dnia tych zniszczeń nie zapomnę, bo była to Wigilia – 24 grudnia. A więc sam początek zimy. Co by nie powiedzieć, pora mało typowa na przesadzanie palmy. Jeszcze bardziej nietypowa była oburzona mina pani w kwiaciarni, która najwyraźniej, sięgając po gdzieś głęboko schowaną za świątecznymi ozdobami ziemię do palm, nie mogła zrozumieć ki diabeł mnie opętał, że przesadzam palmę tuż przed Wigilją, zamiast stroić choinkę.

Jak się jednak okazało to zimowe przesadzanie nie wyszło mojej palmie daktylowej na złe. Zmylony tą operacją niedługo potem zaczął puszczać nowe liście i wcale dziś nie wygląda na palmę umęczoną sezonem grzewczym i niedostatkiem promieni słonecznych w krótkie zimowe dni. Mam nadzieję, że na zdjęciu poniżej widać, że liści jest więcej.

Różnicę w ulistnieniu na pewno widać u bohatera drugiego planu. Zarówno na zdjęciu poprzednim – z tarasu, jak i tym poniżej, na prawo od daktylowca stoi Szorstkowiec Fortunego (Trachycarpus fortunei). Mała sadzonka, kupiona wraz z daktylowcem. Niewielka inwestycja za 5 złotych. Obawiałem się, że takiego malucha nie utrzymam, a tu proszę! Gdy go kupiłem miał małe 3 listki. Jak widać na zdjęciu niżej, powiększył ten stan kilkakrotnie :-)

Już nie mogę się doczekać aż palmy znowu powędrują na taras, a ich liście będą połyskiwać w ciepłym słońcu. Ale na to przyjdzie mi poczekać przynajmniej do drugiej połowy maja, bo poźnowiosenne przymrozki mogłyby daktylowcowi kanaryjskiemu nie wyjść na dobre. Na stałe wystawię go dopiero kilka dni po „Zimnej Zośce”. Wcześniej pewnie będę hartować zucha, wystawiając tylko na kilka godzin w dzień. I nie chodzi tu o przyzwyczajenie do powiewów zimnego wiatru czy nocnych chłodów ale do zwiększonej dawki promieni słonecznych. Ponoć od razu na pełne słońce wystawiać nie można bo liście ulegną poparzeniom.

Taka to historia mojej palmy kanaryjskiej. Z zabiegów pielęgnacyjnych daktylowca kanaryjskiego jakich się podejmowałem, to latem podlewałem daktylowca co 2 – 3 dni, zimą nieco rzadziej. Do pielęgnacji daktylowca kanaryjskiego dołączyłem również, w ciągu sezonu kilkakrotnie płynny nawóz mineralny do palm, na przemian z biohumusem. Jako zwolennik nawożenia naturalnego, biohumus serwuję wszystkim moim roślinom, więc i palmie też się dostało. Za namową naszej forumowej Gosi2501 wykonałem też eksperymentalny oprysk EMAMI (efektywnymi mikroorganizmami). Ponoć dobre na wszystko i służą wszystkim roślinom. Czy rzeczywiście miały jakieś zasługi, stwierdzić nie mogę, ale na pewno daktylowcowi nie zaszkodziły.

Jeżeli ktoś chce mieć takiego samego daktylowca kanaryjskiego do uprawy w domu, to polecam zakup w Oaza-Palmy.pl – moja palma pochodzi właśnie z tego źródła i jak widać ma się dobrze, a prowadząca sklep Pani Sylwia w razie czego służy dobrą radą :-)

Tym z Was, którzy się zdecydują – życzę powodzenia w uprawie i pielęgnacji daktylowca kanaryjskiego oraz ogromnej satysfakcji z posiadania pięknej palmy o tak egzotycznym wyglądzie! Osoby poszukujące więcej informacji o w/w gatunkach, zapraszam do odwiedzenia naszej internetowej encyklopedii roślin, gdzie opisany jest zarówno daktylowiec kanaryjski, jak i daktylowiec niski.

Jeżeli chcecie się podzielić uwagami dotyczącymi uprawy w domu daktylowca kanaryjskiego oraz jego pielęgnacji to zachęcam do wpisywania komentarzy poniżej. Może macie dla mnie jakieś dobre rady? Z miłośnikami palm chętnie pogawędzę :-)

Interesują Cię egzotyczne rośliny? W takim razie zobacz również:
Kalamondyna – uprawa, pielęgnacja
Drzewko szczęścia – grubosz drzewiasty czy jajowaty
Fiołek alpejski a cyklamen perski
Cyklamen ogrodowy – uprawa, polecane gatunki

5 Responses to “Daktylowiec kanaryjski – pielęgnacja, uprawa w domu”

  1. Paulina pisze:

    Świetna historia palmy kanaryjskiej :)

  2. greg pisze:

    Daktylowiec kanaryjski zniesie dobrze krótkotrwałe (!!!) nocne przymrozki (wiosenne, jesienne) nawet do -5 C o ile w ciągu dnia wejdzie na plus.
    Zimą lepiej trzymać go w temperaturze około +5 C niż w ciepłym mieszkaniu, bo jest u nas za mało światła i roślina się „wyciąga”. W niższej temperaturze palma nie potrzebuje tyle światła, nie rośnie, a spędzić zimę w +5 C to dla daktylowca żaden problem. Nie należy go wtedy podlewać. Taras latem to bardzo dobry wybór.
    Problem z uprawą doniczkową daktylowców jest taki, że to potwory, które z prędkością bolidu szybko przerastają każda doniczkę. I trzeba kupować większą i większą, i… cięższą.
    Daktylowca można posadzić na stałe do ogrodu i wtedy palma nie krępowana donicą wspaniale rośnie. Trzeba mu jednak wtedy zbudować dobrą osłonę i ogrzewać ją przez zimę. Sam mam w ogrodzie wiele palm i trudno mi wyobrazić sobie ich uprawę w donicach. Wolę je zimą ogrzać, a latem się nimi cieszyć.
    Zdjęcie z mojego ogrodu: http://imageshack.us/a/img32/2119/czdv.jpg

  3. admin-rafaloku pisze:

    Greg, zgadzam się z Tobą co do przerastania doniczki. Właśnie muszę przesadzić swojego, bo już korzenie się nie mieszczą. Niebawem z tarasu będę musiał przenieść daktylowca na klatkę schodową (w mieszkaniu przeznaczone dla niego miejsce jest już za małe) i nie mam jak tego zrobić żeby ziemia się nie rozsypywała. Taka wypchana jest donica. Nie wiem czy nie zaryzykuję przesadzenia go teraz, przed przenosinami. Natomiast perspektywa budowy namiotów i ogrzewania palm wydaje mi się zbyt skomplikowana i kosztowna. Proponowane przez Ciebie rozwiązanie wydaje mi się dość nierealne, chyba że mieszkach w jakimś nieco cieplejszym kraju niż Polska?

  4. greg pisze:

    Mieszkam w Polsce. Takie rozwiązanie jest jak najbardziej realne, bo sam je stosuję. Zresztą nie tylko ja. Takich osób jest więcej.
    Osłony są różne. Mniej lub bardziej skomplikowane. Mniej lub bardziej kosztowne.
    Wiadomo, że im większa palma tym większa i droższa osłona. Tym więcej kosztuje jej ogrzanie. No i smykałkę do majsterkowania trzeba mieć. Nie twierdzę, że jest to proste jak uprawa iglaków, ale inżynierem NASA nie jestem. ;)
    Czy ogrzewanie jest drogie? Za tego daktylowca (3.5 m wysokości), drugiego (mniejszego, jakieś 1.2 m wysokości), butię capitata (1.85 m), szorstkowca (2.4 m wysokości) i parę drobiazgów zapłaciłem za cały sezon zimowy 2012/2013 może z 600-700 zł (łącznie). Czy to dużo to niech każdy sobie odpowie sam? A ile frajdy latem.
    A tego daktylowca co Ty masz to kapeluszem można nakryć. ;)

  5. admin-rafaloku pisze:

    Dzięki za podanie przykładowych kosztów takiego zimowania. Co do mojego – to och, chciałbym aby dało się go kapeluszem nakryć. Wpis na blogu i zdjęcia są sprzed 1,5 roku. Obecnie jest dużo większy i nawet jak na zimę go wystawię na klatkę schodową to prawdopodobnie zablokuje całe przejście. Ale póki co, innego rozwiązania nie widzę.



Pings responses to this post

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comment